Szczecin Rock Festival 2009

koloDo zobaczenia za ro(c)k…
Występem Chrisa Cornella zakończył się Szczecin Rock Festival. Fani ostrego grania nie kryli żalu, że impreza już się skończyła. Obiecali wrócić w przyszłym roku.

Dwudniowa impreza była największym koncertem rockowym w historii Szczecina. Po raz pierwszy fani mogli posłuchać na żywo gwiazd światowego formatu. Bez wątpienia jeszcze bardzo długo będą wspominać niesamowity występ Limp Bizkit. Bardzo dobre wrażenie pozostawił też po sobie legendarny wokalista Soundgarden i Audioslave – Chris Cornell. Dobór wykonawców SRF w ogóle był taki, że miłośnicy każdej odmiany rocka znaleźli coś dla siebie.

„Kornelek” i MSP magnesami na publiczność
Festiwal zorganizowały wspólnie firma Promotor United Entertainment, Eska Rock i miasto Szczecin. Wszystkich koncertów słuchało w sumie ok. 10 tysięcy fanów rocka. Drugi dzień imprezy, podobnie jak pierwszy rozpoczęła szczecińska kapela, wybrana w drodze konkursu. Tym razem swe umiejętności zaprezentował zespół „sPiątkuNaSobotę”. Po nim wystąpiły trzy polskie zespoły. Jako pierwszy na scenie pojawił się Izrael, kultowa grupa założona na początku lat 80. ubiegłego stulecia przez Roberta Brylewskiego. Diametralnie odmienne brzmienie to specjalność kolejnej formacji, która zaprezentowała się podczas SRF. Lipali – grupa założona przez Tomka „Lipę” Lipnickiego – zagrała ostro i agresywnie. Ich występ przyjęty został bardzo ciepło. Występ ostatniej z polskich kapel – Myslowitz był raczej nudną przerwą, bo jak inaczej nazwać można kilkunastominutowe brzdękanie bez słów na siedząco, które przerywane było jedynie ziewaniem publibczności. Ze snu publiczność wybudziła dopiero walijska superhipergrupa – Manic Street Preachers, która słynie ze swych politycznie zaangażowanych tekstów. Ich muzyka to melodyjne, gitarowe granie, charakterystyczne dla brytyjskiego rocka. Grupa wykonała swe największe przeboje. Wśród nich były kompozycje z najnowszej płyty poświęconej w całości zaginionemu w niewyjaśnionych okolicznościach gitarzyście zespołu Richey`owi Edwardsowi. Zwieńczeniem wieczoru i całego festiwalu był występ Chrisa Cornella. Fani rocka pamiętają i cenią jego dokonania z zespołami Soundgarden i Audioslave. Od kilku lat artysta prowadzi jednak karierę solową i osiągnięcia na tym polu są różnie odbierane przez wielbicieli rocka. Widzowie zgromadzeni na stadionie Pogoni obawiali się, że występ zdominują nowe kompozycje wokalisty. Na szczęście były to obawy na wyrost. Cornell pokazał, że jest w doskonałej formie i rewelacyjnie buduje nastrój koncertu. Zaczął rzeczywiście od utworów nowszych, szybko przeszedł do kompozycji sprzed kilkunastu lat, czym wprawił słuchaczy w zachwyt. Zwieńczeniem jego występu był utwór „Black Hole Sun” odśpiewany z udziałem i wśród publiczności.

Czy będzie vol. 2?
– Festiwal był wielkim przeżyciem artystycznym i kulturalnym – mówi Tomasz Jarmoliński, zastępca prezydenta Szczecina. – Jako urodzony optymista wierzyłem, że się uda, choć nie brakowało w trakcie przygotowań festiwalu sytuacji trudnych i nawet dramatycznych. Na szczęście szybko o tym zapomnimy, pozostawiając w pamięci rewelacyjne koncerty z megatransferem energii między wykonawcami i publiką. W kontekście starań naszego miasta o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury i istotną pozycję na społeczno-gospodarczej mapie Polski i Europy Szczecin Rock Festival na pewno daje wielką szansę na wywindowanie nas o kilka szczebli wzwyż. Wszyscy, którzy byliśmy zaangażowani w to przedsięwzięcie, jestesmy dziś bardzo zmęczeni, ale i szczęśliwi. W przyszłym tygodniu robimy wstępne podsumowanie i zasiadamy do rozmów o edycji 2010. Poprzeczka została zawieszona wysoko, decyzje trzeba podjąć szybko.
– Już opracowując koncepcję Szczecin Rock Festival wiedzieliśmy, że będzie to wyjątkowe przedsięwzięcie – festiwal rockowy na światową skalę. Dzień po zakończeniu nie mamy wątpliwości, że decyzja o organizacji festiwalu była słuszna: wszyscy widzieliśmy tysiące uśmiechniętych twarzy kochających muzykę ludzi, wszyscy słyszeliśmy płynące ze sceny słowa uznania artystów, wreszcie – wszyscy widzieliśmy biało-czerwoną flagę, którą wywiesiły gwiazdy festiwalu, wyczekiwany w Polsce Limp Bizkit. Jestem przekonany, że nawet najwięksi sceptycy nie mogą kwestionować euforii i szczęścia bijącego z tłumu zgromadzonego pod festiwalową sceną. Kolejne dni to czas pierwszych podsumowań i rozmów o ewentualnej kontynuacji przedsięwzięcia. Zanim będziemy znali oficjalne statystyki, ze spokojnym sumieniem mogę stwierdzić, że festiwal już jest ogromnym sukcesem – w tym przypadku priorytetem jest jakość: uznanie fanów, artystystów, mediów i gości, którego nie wyrażą żadne liczby”, komentuje Mariusz Woźniczka, prezes Promotor United Entertainment, organizatora SRF.

Fot.: Zofia

Fred

szczecin_rock_festival

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *