DokumENDart

Wspomnienia, wspomnienie, wspomnienia…. Teraz już tylko one nam pozostały po kondycyjnie i umysłowo wyczerpujących 6 dniach. Wrażenia z Europejskiego Festiwalu Filmowego Neubrandenburg/Szczecin nie są jednoznaczne w stu procentach. Jedni uważają, że była to najlepsza z edycji Dokumentart, inni wręcz przeciwnie. Ocena ostateczna zostanie wystawiona przez nas samych bez względu na to, jaki film wygra. Zaproponujemy jednak w tym oto miejscu małe podsumowanie pełnoletniej wersji festiwalu widzianej oczyma dwójki niepozornych, aktywnych uczestników.

Kefi: Porozmawiajmy może o blokach konkursowych, na których gościło najwięcej zainteresowanych. Nie masz wrażenia, ze tegoroczny poziom nie był jakoś ujednolicony?

Łuk: Oj nie był. Spodziewałem się wyższego poziomu projekcji konkursowych. Chociaż nie mogę być niezadowolonym. Martwi mimo wszystko przewaga filmów słabych nad bardzo dobrymi. Boli także brak dzieła doskonałego. Może oczekiwałem nazbyt wiele? Dość jednak marudzenia! Miłym zaskoczeniem okazały się Wspólne granice wyświetlane poza konkursem. Muszę (z nieukrywaną przykrością) dodać, że trafiłem na nie przypadkowo. Nie masz wrażenia, że wczesna pora (godzina 10) uniemożliwiła przybycie niektórych osób? Niech żałują! Trzy wyświetlane dokumenty Życie i mieszkanie. Perspektywa na Uznamie (Silvan Dürschmied), Willkommen in Niebuszewo (Michael Kurzwelly), Mary Koszmary (Yael Bartana) były naprawdę godne uwagi.

Kefi: Szczególnie w pamięci zapadał mi ten drugi film. Nie tylko ze względu na bliską nam tematykę, ale dlatego też, że budzi skojarzenie z konkursową Utopią Bruno Derksena i Franza Friedricha. Opowiadanie o tej dzielnicy zestawione z obrazem, który nam jest serwowany budzi mieszane uczucia. Pozostałe filmy również nie odstają poziomem. Doskonale zrobione technicznie, z ambitnym przekazem niekoniecznie dotyczącym jedynie granicy państwa. Mówią nam wiele o tym, kim jesteśmy my, jak i inni ludzie żyjący daleko a jednak blisko.

Łuk: Mnie szczególnie utkwił w pamięci fakt, iż szanowne studenckie, nieodżałowane jury (gorąco pozdrawiam) zmuszone było do pracy w jakże nieludzkich warunkach. Żadnych gadżetów z racji sprawowania zaszczytnej funkcji. Choćby polar z logo US, by wprawny obserwator nie zamarzł w klimatyzowanej sali kinowej. Albo przynajmniej kubek na gorącą herbatę. Skandal! Poza tym na organizację nie narzekam.

Kefi: Oj tam, oj tam – liczy się prestiż! Stanowisko, zaszczytna rola, jaką jury miało okazję odgrywać w przedstawieniu zwanym DokumentArt!

Łuk: W przedstawieniu tym każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Romantyczne historie miłosne oraz opowieści romantyzmu tego zupełnie pozbawione. Ogólnie miłości w tej edycji co nie miara. W dodatku miłości różnorakiej, miłości z przypadku oraz z rozsądku, do ludzi i nie tylko. Bez wątpienia miłości pozbawiony był twórca obrazu pt. Alice. Wyzbyty z litości katował widza swoim filmem aż 16 minut!

Kefi: Ja bym się nie zgodziła, ale kłócić się nie będę tutaj. Moc zostawię na bitwę, którą obawiam się, że stoczymy podczas ustalania werdyktu… Mogę zdradzić co ciekawszym za to, co mi zaległo w pamięci: Ghosts, Wagah, Home Movie, John Arthur Geall (La promesse), 18 ans, Corners, La marche de Reena, Ma’rib, The Right to Privacy, Odd’s Odds, Ha‘Agada al Nicolai Ve‘Hok Hashvut, Two Faces, One Story…Nie wymieniłam przypadkiem wszystkich filmów? Nie ważne, tak czy siak jury ma trudne zadanie przed sobą! My grzecznie żegnamy się z tą edycją filmów dokumentalnych i z niecierpliwością czekamy na przyszłoroczną dawkę filmów do obgadywania!

Tekst: Kefi i łuk

Z gazetki DokumentArt’owej